Panorama Oleśnicka
Felietony w Panoramie
Janusz Korwin-Mikke
felietonów: 180
zobacz
Ryszard Czarnecki
felietonów: 142
zobacz
Janusz Grela
felietonów: 74
zobacz
Julian Bartosz
felietonów: 58
zobacz
Roman Ćwiękała
felietonów: 47
zobacz
Beata Kempa
felietonów: 41
zobacz
Lidia Geringer De Oedenberg
felietonów: 24
zobacz
Czesław Panek
felietonów: 14
zobacz
Konrad Szymański
felietonów: 10
zobacz
Adrian Różański
felietonów: 8
zobacz
Bolesław Szajna
felietonów: 5
zobacz
Janusz Dobrosz
felietonów: 5
zobacz
Janusz Krasoń
felietonów: 4
zobacz
Julian Bartosz
Felietony w Panoramie
fot
Pochwała słowności i solidności

 
Przeczytałem, że sycowska firma Huberta Pietzonki obchodziła niedawno 50-lecie swej działalności. Odbył się jubileusz. Znam tę firmę, korzystałem z jej usług i do pochwał chciałbym dodać kilka słów od siebie. Jest to tzw. mała firma zajmująca się wszelkimi sprawami elektrycznymi. Kto, jak my tu na Widawie, wprowadził się do starej chałupy wymagającej napraw i remontu w każdej niemal specjalności, a nawet tacy, którzy przed laty wystawili sobie dom, wiedzą doskonale, że z elektrycznością bywają nieraz takie kłopoty, że bez fachowca trudno się obejść. My w takich przypadkach wołaliśmy zawsze rzemieślników od pana Huberta. Szczerze mówiąc, zdarzało się, że musieli przyjechać po raz drugi, bo coś tam nie najlepiej funkcjonowało. Przybywali, naprawiali, rachunek płaciło się potem u szefa i było OK. Zdarzało się wszakże, że dzwoniąc do pana Huberta słyszałem taką odpowiedź: „Dzisiaj nie da rady”. Miał bowiem inne zobowiązania, nie było „wolnych mocy”, ale zajrzawszy do kalendarza szef wyznaczał termin, pierwszy z możliwych, nawet bardzo późną porę, i można było być absolutnie pewnym, że zostanie on dotrzymany. W żaden sposób nie mogłem mu mieć za złe, że natychmiast do nas nie przyjechał: firma Pietzonki jest bowiem solidna i słowna i najpierw wykona swe zobowiązania wobec innego klienta, nim podejmuje nowe. Dobrze zdawałem sobie z tego sprawę. Solidność i słowność miał bowiem pan Hubert wpojoną od dziecka, od swego zmarłego przed paru laty ojca, z którym przegadałem niejeden kwadrans albo nieco dłużej. Był to rodowity od pokoleń sycowianin, który miał rozległą wiedzę ogólną, zwłaszcza historyczną, i przyjemnie było z nim rozmawiać.
To nie jest, drodzy Czytelnicy i szanowne Czytelniczki Panoramy, artykuł sponsorowany. Nie uprawiam tu darmowej dla firmy reklamy, czego redakcja z pewnością chętnie by nie widziała. Pietzonka reklamy nie potrzebuje - myślę - bo ma pełny portfel zamówień. Taką nieustającą „reklamą” jest po prostu wieść gminna, która od 50 lat głosi zasłużoną dlań prawdę. Po co więc piszę ten oto tekst? Czynię to z powodu słowności i solidności jako takiej. To pochwałę tych właśnie cnót, niekiedy nazywanych „drobnomieszczańskimi”, tym tekstem głoszę. Wedle mojego już dwunastoletniego doświadczenia cnoty te charakteryzują większość sycowian, z którymi się w takich czy innych codziennych sprawach zetknąłem. Ja np. nie wiem, kto tu w naszej stronie jest lewicowcem, a kto prawicowcem. Tego rodzaju podziały nie mają tu zresztą żadnego sensu i znaczenia. Wiem natomiast, kto jest słowny i solidny, a kto nie. Tych drugich, tych niesłownych i niesolidnych pominę. Myślę, że jest ich mniejszość. W małomiasteczkowym czy wiejskim środowisku, w którym ludzie są wzajemnie zdani na siebie, bycie niesłownym i niesolidnym nie popłaca. Ludzie oceniają siebie wzajemnie wedle swoistego kryterium szacunku albo ich braku. I to mi się w tej „Polsce na dole” podoba.
Gdy zdarza się potrzeba „samochodowa”, to mówię w warsztacie, że chciałbym, aby mnie obsłużył taki a taki mechanik. Gdy chcę, aby na jakąś świąteczną okazję rodzinną mieć dobry tort, to zamawiam go w konkretnym miejscu. Dobre bułki kupuję w określonej piekarni. Moja Żona, gdy chce mieć dobrze zrobioną usługę fryzjerską - idzie do „swego” zakładu. To są takie niby nic nie znaczące drobiazgi. Banalne wydaje się także to, że jak zamawiam książkę, która u nas w sprzedaży nie jest, to księgarz w najszybszym z możliwych terminów mi ją sprowadzi, że jak poproszę w sklepie o określony towar, czasowo nieobecny, to za parę dni będę mógł go kupić. Że jak coś z komputerem nie gra, to pan, który mi maszynę sprzedał, natychmiast przyśle mi pomoc.
Na samej Widawie nie jest inaczej. Wiem, że na sąsiadach - z rzadkim wyjątkiem - mogę w każdej chwili polegać: a to przy drobnych naprawach, a to przy poważnym przedsięwzięciu przy studni, a to przy sprowadzaniu i przygotowywaniu drewna itd., itp. Przykro mi o tym wspominać, ale wodociąg to nam Władza już trzy lata obiecuje założyć, ale za to „szambelan” wywożący nieczystości stawia się na każde zawołanie. Jeśli odejdę raz jeszcze od pochwał solidności, to wymienię tylko monopolistyczną instytucję finansową, w której przy największym natłoku klientów jedno okienko dla ich obsługi bywa przeważnie nieczynne. Ale to jest instytucja państwowa!
I tym stwierdzeniem odchodzę od zwyczajnej codzienności zwykłych wzajemnie życzliwych ludzi. Broń mnie jednak, Panie Boże, od tego, abym na koniec wdał się w komentowanie tego niemożebnego awanturnictwa tam na „górze”. My tu na „dole” na takie „elyty” na pewno nie zasłużyliśmy. Słowność i solidność nie trzymają się ani tych z lewa, ani tych z prawa, ani tych rozpychających się w środku.
Z życzliwym pozdrowieniem
Wasz felietonista

autor: Julian Bartosz

 
Skomentuj ten artykuł! (6)
designed by Rikonia
copyright by Panorama Oleśnicka
Polityka cookies
panoramaolesnicka@poczta.onet.pl panorama@dyskietka.pl tel. / fax +48 71 3149428
Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji oraz w celu usprawnienia funkcjonowania naszych witryn, korzystamy z technologii plików cookies. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były instalowanie na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Dalsze korzystanie z witryny oznacza zgodę na wykorzystanie plików cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji w Polityce Cookies
Zamknij X