Panorama Oleśnicka
Felietony w Panoramie
Janusz Korwin-Mikke
felietonów: 180
zobacz
Ryszard Czarnecki
felietonów: 142
zobacz
Janusz Grela
felietonów: 74
zobacz
Julian Bartosz
felietonów: 58
zobacz
Roman Ćwiękała
felietonów: 47
zobacz
Beata Kempa
felietonów: 41
zobacz
Lidia Geringer De Oedenberg
felietonów: 24
zobacz
Czesław Panek
felietonów: 14
zobacz
Konrad Szymański
felietonów: 10
zobacz
Adrian Różański
felietonów: 8
zobacz
Bolesław Szajna
felietonów: 5
zobacz
Janusz Dobrosz
felietonów: 5
zobacz
Janusz Krasoń
felietonów: 4
zobacz
Julian Bartosz
Felietony w Panoramie
fot
Kto to nam dziÅ› narzuca?

 
Pan Profesor Władysław Dynak napisał w ostatnim piątkowym wydaniu naszej Panoramy o odejściu Jana Nowaka-Jeziorańskiego o jego wielkich dokonaniach i zasługach dla Polski, osobliwie o roli RWE i wreszcie o swoich z Nim spotkaniach. Wpisał się w ten sposób nasz Autor w powszechny w Polsce ton głębokiej żałoby po utracie wielkiego Polaka, oddając Mu cześć za niezłomną postawę w walce od odzyskanie przez Polskę pełnej suwerenności i niezależności.
Nie uniknął jednakże i Pan Profesor Dynak charakterystycznego dla wszystkich pośmiertnych przemówień i tekstów przemilczenia. Tego mianowicie, że w swoich już z bliska poczynionych uwagach o Polsce Jan Nowak-Jeziorański uważał udział Polski w wojnie irackiej za błąd. Wskazując na większość polskiej opinii społecznej, która była przeciwna uczestniczeniu polskich żołnierzy w wojnie nad Tygrysem i Eufratem, mówił w telewizji i oświadczał w wywiadach prasowych, że rządzącym w Polsce nie wolno było lekceważyć zdania większości Polaków. Że taka jest reguła demokracji, która została w tym wypadku złamana. Mówił to - co należy podkreślić - obywatel USA i zdecydowanie lojalny wobec swej drugiej ojczyzny Człowiek. Na tym też polegała wielkość tego Człowieka: prosto z mostu prawdę! Przestrzegał, co dobrze pamiętam, by nie wiązać z uczestnictwem w wojnie specjalnych korzyści czy przywilejów, albowiem polityka mocarstwa USA po prostu jest taka, że wymaga od związanych z nim politycznie i wojskowo państw posłuszeństwa. Przemilczano to, powtarzam, powszechnie i tak uczynił również Pan Profesor Dynak.
Ja, w przeciwieństwie do Autora, nigdy nie miałem okazji zetknąć się z Janem Nowakiem-Jeziorańskim osobiście. Rzecz jasna, jak chyba wszyscy Polacy, słuchałem Radia Wolna Europa i nie raz, nie dwa - czytając dostępne w redakcji Gazety Robotniczej biuletyny z nasłuchu - irytowały mnie jako członka partii różne uproszczenia. Nie było w tym nic dziwnego: toczyła się propagandowa wojna w eterze i jak w każdej propagandzie stosowano różne chwyty. O tym, że na „wojnie jest jak na wojnie”, rozmawiałem wielokrotnie z dwoma pracownikami RWE: od połowy lat 60. spotykałem się od czasu do czasu z Zygmuntem Nowakowskim, znanym pisarzem zatrudnionym w monachijskiej stacji, a także z prof. Bohdanem Osadczukiem, współpracownikiem tej stacji, a poprzez niego z nestorką monachijskiego kręgu Wandą Brońską. Wynikły z tego kłopoty dla mnie. Widocznie z tych kontaktów moi rozmówcy składali w swojej firmie relacje i w ten sposób znalazłem się na tzw. liście Czechowicza, agenta polskich tajnych służb wewnątrz RWE, który wrócił do kraju. Gdy mnie o to nagabywano w wiadomych miejscach, argumentowałem, że dziennikarze spotykają się z różnymi ludźmi, a poza tym - mówiłem - spotkań tych nie ukrywałem, pisząc o nich w książkach, m.in. w Germania to nie bajka (Wydawnictwo Ossolineum). Poważniejszy kłopot zdarzył się z powodu doskonałych audycji historycznych w RWE. Gdy na podstawie biuletynów nasłuchowych sporządziłem analizę sprawy Katynia i udostępniłem tę analizę szerszemu aktywowi, Wydział Ideologiczny KW skierował moją „sprawę” do Komisji Kontroli Partyjnej. Gdyby nie pewien starszy towarzysz, przedwojenny jeszcze komunista, który też nie wierzył w oficjalną wersję sprawy Katynia i który argumentował, że aktywu nie wypada oszukiwać, miałbym z tą Komisją poważny problem. Ktoś jednak trzymał rękę na pulsie i „sprawa” powędrowała do Centralnej Komisji w Warszawie, a tam - co mnie bardzo zaskoczyło - uznano, że i tak cała Polska wie, jak naprawdę było w Katyniu, i „sprawę” umorzono, potraktowano jako niebyłą.
Opowiadam o tym po latach przede wszystkim po to, aby w ten sposób wskazać na olbrzymi wpływ, jaki wywierała kierowana przez Jana Nowaka-Jeziorańskiego radiostacja na owe drugie, podskórne „życie publiczne” w samej partii. Wspomniane biuletyny z nasłuchu znajdowały się na biurku każdej ważnej persony i w PZPR, i w kręgach rządowych. Nie tylko one zresztą. To, co teraz mówią działacze obecnej tzw. lewicy centralnego szczebla, że mianowicie „wychowali się” na książkach i pismach wydawanych przez oficynę Jerzego Giedroycia, jest chyba prawdą, a nie jakąś koniunkturalną przechwałką. Oni to czytali na bieżąco, albowiem okrężną drogą publikacje te były wręcz prenumerowane bądź też - w mniejszym chyba zakresie - pochodziły z rekwizycji celno-cenzurowych.
I w tym miejscu wracam do wspomnianego na wstępie przemilczenia w hołdach dla Jana Nowaka-Jeziorańskiego. Okazuje się, że także w „demokratycznym państwie prawa” jest szerokiej opinii narzucany pewien schemat myślenia, pewne rzeczy są ukrywane, przemilczane, przeinaczane - zgodnie, jak się mówi, z „polską racją stanu”. Kiedyś brało się to z poleceń Biura Politycznego i podległych mu niższych instancji w rodzaju wydziału prasy. Diabli wiedzą, kto lub co stoi teraz za takim „ujednolicaniem” opinii?
Z eks-partyjnym pozdrowieniem
Wasz felietonista

autor: Julian Bartosz

 
Skomentuj ten artykuł! (2)
designed by Rikonia
copyright by Panorama Oleśnicka
Polityka cookies
panoramaolesnicka@poczta.onet.pl panorama@dyskietka.pl tel. / fax +48 71 3149428
Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji oraz w celu usprawnienia funkcjonowania naszych witryn, korzystamy z technologii plików cookies. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były instalowanie na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Dalsze korzystanie z witryny oznacza zgodę na wykorzystanie plików cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji w Polityce Cookies
Zamknij X