Panorama Oleśnicka
Felietony w Panoramie
Janusz Korwin-Mikke
felietonów: 180
zobacz
Ryszard Czarnecki
felietonów: 142
zobacz
Janusz Grela
felietonów: 74
zobacz
Julian Bartosz
felietonów: 58
zobacz
Roman Ćwiękała
felietonów: 47
zobacz
Beata Kempa
felietonów: 41
zobacz
Lidia Geringer De Oedenberg
felietonów: 24
zobacz
Czesław Panek
felietonów: 14
zobacz
Konrad Szymański
felietonów: 10
zobacz
Adrian Różański
felietonów: 8
zobacz
Bolesław Szajna
felietonów: 5
zobacz
Janusz Dobrosz
felietonów: 5
zobacz
Janusz Krasoń
felietonów: 4
zobacz
Ryszard Czarnecki
Felietony w Panoramie
fot
Konstytucja czyli dyktat

 
Decyzja dotycząca tak zwanego kompromisu konstytucyjnego nie jest żadnym kompromisem, ale dyktatem - głównie Niemiec i Francji. Nazwijmy wreszcie rzecz po imieniu. Znowu gadanie o rzekomym sukcesie to tania propaganda rządu Marka Belki. To ostre słowa, ale oddają istotę rzeczy, świadczą o tym fakty.
Zacznijmy od odpowiedzi na pytanie: O co toczy się spór? O konstytucję? Nie! Mówimy o traktacie międzyrządowym, który ustanowić ma konstytucję UE. Składa się on z 70 tysięcy słów, 260 stron i 465 artykułów. Porównajmy to z konstytucją amerykańską, która liczy raptem 10 kartek i do której przez ponad 200 lat dopisano 27 poprawek. Unijny traktat jest przegadany, napisany nowomową - „eurospeak”. Nawet taki euroentuzjasta jak prof. Stanisław Gebethner podkreśla, że dokument jest „jurydycznie zły”, słowem - legislacyjny knot.
Ale ten potworek prawny ma jeszcze jedną cechę szczególną: obiecuje gruszki na wierzbie („zaspokajanie potrzeb mieszkaniowych obywateli”). Jeżeli ktoś potraktuje ową „unijną konstytucję” dosłownie, to możemy sobie wyobrazić, jak mieszkańcy np. podwrocławskiej Oławy czy Nysy na Opolszczyźnie szturmować będą Brukselę w nadziei na wymarzone M-3 (lub M-4). Przesada? Tak! Ale przecież wynikła z głupawych sformułowań traktatu. Także i ten fragment, jakby rodem z socrealistycznej agitki z lat 60. - oto bowiem UE obiecuje specjalne działania na wypadek „poważnych trudności w zaopatrzeniu w niektóre produkty”. Bruksela chce być troskliwa, ale wpada w opary absurdu.
Nie ma preambuły o chrześcijańskim dziedzictwie. Trzeba przyznać, że obecny lewicowy rząd, mimo głupawych pomruków ze strony UP, bronił jej do końca. Wraz z Polską wyraźnie opowiadało się za nią jeszcze 6 innych państw UE („starej” i „nowej”). Nie chodzi tu o wiarę, lecz o szacunek dla prawdy historycznej. Taka, a nie inna, była po prostu historia Europy. Można nie lubić jej, ale nie można jej przekreślać.
Następna sprawa: system głosów ważonych. Opowiastki, że mamy teraz pozycję silniejszą niż w Traktacie Nicejskim, to bajki dla dorosłych. Porównajmy fakty. Nicea - Polska z „mniejszości blokującej” ma prawie 30%. Bruksela 2004 - Polska ma 23%. Następny mit: Belka załatwił hamulec. Ów „hamulec” nie jest żadnym hamulcem, lecz jedynie czasowym (na 5 lat) mechanizmem, który powoduje opóźnienie wprowadzenia decyzji w życie. Do tego mechanizm ten nie został w ogóle wpisany do projektu traktatu. Stanowi on osobną deklarację, a przez to ma wartość wielokrotnie mniejszą. Ale nawet w tym tzw. hamulcu rząd poniósł porażkę. Otóż Polska proponowała, aby ustalić próg ludności w tym mechanizmie bezpieczeństwa na 25%. Przeforsowano, aby było to jednak 30%. Nie jest to korzystne, bo na mnogość sojuszników nasz kraj w Unii narzekać jakoś nie może...
Bynajmniej nie eurosceptyczny tygodnik Wprost nazywa traktat konstytucyjny „traktatem kapitulacyjnym” i sugeruje, że jego miejsce jest w koszu na śmieci. Nie szedłbym tak daleko. Jako historyk-archiwista (z wykształcenia) sugerowałbym, że właściwsze miejsce od kosza to zakurzona półka w archiwum. Żeby tak się stało, konieczne będą jednak referenda...
No właśnie. Już dziś wiadomo, że odbędą się one prawie na pewno w co najmniej 9 państwach: Wielkiej Brytanii, Irlandii, Holandii, Portugalii, Szwecji, Danii, Włoszech Czechach i - tak, tak - w Polsce. I tylko w jednym z tych krajów raczej na 100 % wygrają zwolennicy konstytucji - w Holandii. Co do reszty - jest to co najmniej wątpliwe. Np. w Wielkiej Brytanii w tej chwili sondaże pokazują przeszło dwukrotnie większą przewagę przeciwników konstytucji nad zwolennikami.
Czy warto popierać „konstytucję UE”, o której nawet jej najbardziej zagorzali promotorzy uważają, że jest tak naprawdę świstkiem papieru. Oto bowiem ten traktat międzyrządowy funduje nam funkcję ministra spraw zagranicznych UE, a sam przewodniczący Komisji Europejskiej Romano Prodi szczerze przyznaje, że to fikcyjny zapis i wirtualna funkcja. Minie wiele czasu - jedno lub więcej pokoleń - zanim UE będzie zdolna podejmować wspólne decyzje w takich kwestiach jak Irak.
Nie warto więc umierać za tę konstytucję. Nie warto nawet za nią zagłosować w referendum.

www.ryszardczarnecki.pl

autor: Ryszard Czarnecki

 
Skomentuj ten artykuł! (1)
designed by Rikonia
copyright by Panorama Oleśnicka
Polityka cookies
panoramaolesnicka@poczta.onet.pl panorama@dyskietka.pl tel. / fax +48 71 3149428
Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji oraz w celu usprawnienia funkcjonowania naszych witryn, korzystamy z technologii plików cookies. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były instalowanie na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Dalsze korzystanie z witryny oznacza zgodę na wykorzystanie plików cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji w Polityce Cookies
Zamknij X